poniedziałek, 26 czerwca 2017

215




Na telefonie mam łagodniejszą wersję tego kawałka ale ta jest zdecydowanie zajebistsza. Więc wyląduje na mojej karcie pamięci.

Zaczęłam zabiegi rehabilitacyjne na kręgosłup. Postawowiłam zadbać o swoje zdrowie i utrzymać je dalej w takim stanie jakim jest by nic nie było gorzej. Masaże są nawet rozkoszne. Musiałam się "pilnować" by nie dostać ograzmu bo by chłop zdębiał. Więc ucięłam z nim pogawędkę o tatuażach i samochodach. Tatuażach bo z racji że mam te wielkie skrzydła na plecach, trudno ich nie zauważyć kiedy człowiek rozebrany jest do połowy. Więc opowiadaliśmy kto jaki lubi gdzie robił za ile w jakim salonie i jaki jeszcze w planach. Potem gładko zmieniliśmy temat na samochody. Póki jeszcze byłam w stanie mówić. Kto jakie marki lubi i za co i co powinno powinno być niezbędne w samochodzie jeśli chodzi o wyposażenie i dane techniczne. Bardzo lubię gadać z facetami o samochodach. Kurde....dobrze że facet rozmowny był. Masaże lecznicze są reguły bolesne ale nie dla mnie. Nie ma nic gorszego niż mruk obchodzący się z pacjentem jak z workiem ziemniaków.

Przy prądach już było znacznie gorzej. Mięśnie porozciągane i rozgrzane przy masażu potraktowane prądem rozbolały i dostałam serię bolesnych skurczów. Właściwie te pracy ledwo przeżyłam.

Zawsze tak przy trzecim zabiegu zaczyna się ulga ale teraz to masakra. Ledwo doczołgałam się do domu. Zaopatrzyłam w mieszkankę leków przeciwbólowych by dożyć do wieczora i zastanawiam się jak jutro przeżyję w pracy. Na zabiegi pójdę już naszprycowana lekami.


Nie mogę się doczekać kiedy odbiorę prawko. Musiałam jeszcze donieść zdjęcie. Robiłam też i przy okazji synowi do legitymacji. Wyszłam tak brzydko że jeśli kiedykolwiek złapią mnie pały do kontroli to....będę musiała płacić "twarzowe";D Nie jestem miss świata ale naćpany kryminalista to przy mnie elegant.

Moje włosy już od dawna domagają się farby. Ciągle "nie miałam kiedy" zafarbować. Ostatnio farbowałam jak byłam u fryzjera. I znając życie to do następnej wizyty też "nie będę mieć kiedy".
Stałam się właściwie blondynką. Dobrze że jest odrost bo mózg jeszcze walczy ale....wszyscy mi pomagają szczególnie przy niektórych sprawach urzędowych i wręcz niektóre rzeczy załatwiają za mnie bo przecież blondynki są głupie;))))) A..mi to na rękę bo nie chce mi się dość już się nagoniłam niech inni robią to za mnie. I zwlekam tak z tym farbowaniem i zwlekam.

piątek, 23 czerwca 2017

214






Rozpoczęły się wakacje. Więc z tej okazji.....zamknęli nam basen i plac zabaw. Jedyny możliwy i najbliższy plac zabaw gdzie Tomek i Michał miał najwięcej kolegów, z okazji prac remontowych zamknęli. Zresztą on już był zamknięty od dawna tylko jego otwarcie było już ze trzy razy przekładane. Przy dobrych wiatrach może przed zimą zdążą.

Zaś basen remontują. W tamtym roku remontowali częśc dla dorosłych i umiejących pływać ale na szczęście "zdążyli" prze wakacjami w tym remontują część z brodzikiem dla maluchów. Też może przed zimą zdążą.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

213




Jaka jest druga miłość?


Tak Smok miał racje. Jest zupełnie inna niż ta pierwsza. Nie wchodzisz jak nóż w masło. Nie unosisz się 10 cm na ziemią i nie ma trzepotu miliona motyli w żołądku zagłuszającego zdrowy rozsądek. I zagłuszającego tego, że partner bije ma długi i skłonność do zdrad. Bo i tak mimo wszystko jest cudownie. Nie wierzysz naiwnie że miłość ma taką moc że go zmienisz. I że ty masz taką moc że lenia i skrajnego egoistę zmienisz w statecznego kochąjcego i odpowiedzialnego męża i ojca. Nie patrzysz przez palce na niedociągnięcia i wady które tak naprawdę są uciążliwe i trudno z nimi żyć. Serce znieczulone jest miliardem ton hormonów adrenaliny i oksytocyny stąd zagłusza zdrowy rozsądek.

Druga miłość już taka nie jest.


Jest zimna twarda i bezwzględna. Poparta twardą kalkulacją. Studiując wszystkie seksulane pozycje, kalkulujesz jednocześnie wysokość rat i czy taki układ ci się opłaca. Wybierając miejsce na  wspólne wczasy - sprawdzasz wcześniej stan konta. Jego również. Bo życie jest drogie i prócz trzymania się za ręce biegania boso po trawie trzeba jeszcze popłacić rachunki. I mieć wystarczająco pieniędzy by zabezpieczyć byt dzieci. Można kochać się na stole.....ale posprzątawszy cały dom i zapełniwszy lodówkę. Tak by jutro rano nie martwić się czy będzie ciepła kawa. Można szaleć i oddawać się rozkoszom. Ale nie zapominać o bhp i przepisach przeciwpożarowych. I mieć wentyl bezpieczeństwa. Zawsze. Można żyć dość beztrosko. Być szczęśliwym tworzyć rodzinę i spełniać się w miłości ALE ZAWSZE MIEĆ NA WZGLĘDZIE I BYĆ PRZYGOTOWANYM W RAZIE ZAGROŻENIA  LUB STRATY.

Pierwsza miłość jest jak strażak pchający się do pożaru bez sprzętu. I bez butli. Bez nomexa, który go ochroni. I ginie. Ginie z uduszenia, w ogniu, lub dach spada mu na głowę.

Druga miłość jest jak strażak ze sprzętem. Aparat tlenowy, nomex, sprzęt burzący, wąż i koledzy z roty ubezpieczający. Nie dość że wyjdzie z tego cało - to jeszcze zyska, ratując ludzi i dobytek. Nie jest głupi jak ten pierwszy.




Moim nomexem i sprzętem jest kapitał. Jest nieruchomość którą posiadam i pieniądze które gromadzę w lepszych mięsiącach. Jako zabezpieczenie. Bo dach nad głową musi być. Moim wężem z wodą jest praca. Dochód i stały dopływ środków by mieć z czego żyć. Moimi"kolegami z roty" jest sztab prawników, psychologów i służb, oraz specjalistów którzy się mną opiekują i są dostępni na każde moje skinienie. Również i na to kiedy trzeba kogoś zniszczyć kto staje mi na drodze. Nie przebieram w środkach i wpływach - chłodno kalkulując co będzie dla mnie najbardziej korzystne.








Może być Panem Mojego Serca. Mogę mu gotować, sprzątać i uprawiać z nim seks. Możemy walczyć ze światem razem, tworzyć rodzinę kupić dom na kredyt i jechać na wczasy, możemy wszystko. Ale Moje Serce należy tylko do mnie. Nie dam go sobie wyrwać drugi raz nie dam się zabić. Może żyć w przeświadczeniu że należy do niego ALE NALEŻY DO MNIE. Może walczyć o mnie. Jak ten pierdolony wiewiór o pierdolonego orzeszka w Epoce Lodowcowej. Ale....to nadal Epoka Lodowcowa.

W czasach gdzie same tępe chuje i skurwiałe tępe dziunie, które nie są nic warte i nie dorastają mi do pięt jestem prawdziwym skarbem. Ale szczęśliwiec który posiądzie ten skarb - musi mieć świadomość że ten skarb może go zniszczyć.

Bo...przecież nikt rozsądny nie wchodzi na pole minowe bez przeszkolenia ani nie bawi się ogniem bez zabezpieczeń.









Jeśli chodzi o ścisłość - tak Smoku. Jestem grzeczna. Trzymam się z dala od mundurowych.

środa, 14 czerwca 2017

212



Odkryłam przypadkiem. Nazwy nawet nie jestem w stanie wypowiedzieć;))))))

Na youtubie mam zgromadzone mnóstwo muzy którą kocham, do tego youtube jest na tyle inteligentny że wie co Rudzik lubi i podsuwa sugestie. No to podsunął.;))))


Ostatnio byłam ciągle nieobecna. Ja zawsze jestem taka że jak coś chcę to wszystko na raz. Cała pulę. 50 pieczeni na jednym ogniu. Robię po kilka rzeczy na raz. Załatwiam po kilka spraw na raz. Nie umiem inaczej. Zawsze wszystko na raz by odwalić a potem rozsiąść się i mieć spokój.;)))) Przynajmniej na jakiś czas póki dusza znowu czegoś nie zechce.

To sobie upiekłam.

Awans, skutkuje to tym że będę miała większą stabilizację i lepszą kasę. I wreszcie przykre dokuczliwe nagle spadające wydatki przestaną być aż tak dokuczliwe.

Prawko. to była cholernie ciężka i kosztowna walka ze sobą. Egzamin dla mnie był strasznie ciężki i wyczerpujący psychicznie. Trafiłam na ludzkiego egzaminatora i chyba 90% procent sukcesu tkwi właśnie w tym. Mimo że robiłam z nerwów głupie błędy jakoś panowałam nad sobą. To było niż nawet rozwód;))  Rozwód przy tym to bułka z masłem. Trwająca tylko 15 minut podczas gdy on maglował mnie dobrą godzinę w koszmarnym ruchu, ogromnym natężeniu pieszych dzieci psów rowerzystów pchających się wszędzie.
 Cena niezależności była warta tego wysiłku;))) Przynajmniej nie bedę musiała nikogo się prosić o dowóz i nikt nie będzie musiał czekać na mnie na koniec dniówki kiedy moja linia zawszxe schodzi ostatnia.

Urlop. Miałam go nie mieć w tym roku. Ale przypadkiem udało się.  Udało się pozałatwiać tak by był.

No i zarezerwowałam wczasy. Też przypadkiem.

To teraz mogę spokojnie usiaść odpocząć wypić kawkę i....dojść do siebie po tym wszystkim. Chyba już na coś takiego się nie porwę by tyle na raz. Szkoda zdrowia i sił ale warto było.

wtorek, 6 czerwca 2017

211




Tomek miał imprezę z okazji dnia matki i dnia ojca w przedszkolu. Występy śpiewy i tańce. Na szczęście zorganizowali w godzinach popołudniowych i nie kolidowało z niczym. Bawili się tak dobrze że wróciliśmy do domu późnym wieczorem.

To ostatnia ich impreza w tym gronie. Jeszcze tylko impreza na zakończenie roku wakacje i szkoła. Nowy etap w życiu. coś się kończy coś się zaczyna. Kończy się totalna absolutna beztroska, przyjdzie czas na lekcje i inne obowiązki.

Tak trochę żal. To Taki rodzaj żalu kiedy jesteś na wakacjach, na urlopie i czujesz że ten urlop już dobiega końca i trzeba będzie spakować się i jechać do domu.

Jakiś etap w jego dzieciństwie kończy się. Robi miejsce następnym.


to dzieciństwo tak szybko ucieka, mam wrażenie że coraz szybciej.


Człowiek jak był dzieckem chciał być dorosły, jak jest dorosły z utęsknieniem i łezką w oku wspomina te czasy kiedy był dzieckiem i będąc rodzicem sam tego doświadcza.


dobrze że chętnie i entuzjastycznie chce iść do szkoły, zobaczymy ile mu tej chęci i entuzjazmu zostanie.

Następny wieloletni etap przed nami który jak dobiegnie końca to będzie startem w dorosłość. A moim nieuchronnym w starość.

wtorek, 30 maja 2017

210




Maj już dobiega końca. Z wielką ulgą żegnam ten miesiąc. Maj był dla mnie ciężki.


Straciłam babcię, jedyną ostatnią jaką miałam. Co mnie totalnie sponiewierało.

I też ostro wzięłam się za prawko. Co totalnie sponiewierało mój portfel. Właściwie te egzaminy "przywróciły" mnie do życia. Na nowo rozgorzała wola walki i powrócił spokój bo przy tym potrzebny jest spokój. nie da się jeździć z nerwem. Zawsze każda próba kończyła się fiaskiem niemal na początku bo zjadały mnie nerwy i byłam tak zestresowana że nie słyszałam co mówił do mnie egzaminator. Bałam się egzaminatora. W końcu wzięłam się za to i tym razem objechałam prawie całą trasę. "Wyłożyłam"się na najcięższym skrzyżowaniu w mieście. To skrzyżowanie jest plagą nawet doświadczonych wieloletnych kierowców i nawet w rannych godzinach gdzie ruch już straszny trudno tam nie popełnić błędu. Mimo że się nie udało to byłam z siebie dumna bo tym razem dałam z siebie wszystko mimo że poległam. Nie boję się już egzaminatora. Mało tego nawet jak próbowała popędzać i zagrać na nerwach "twardo" robiłam swoje uprzedzając ją co zrobię prze każdym moim manewrem. Byłam prawie o włos;) Coraz bliżej do swojego celu.

Dzień mamy mieliśmy u Michała. Recytował wierszyk tańczył i śpiewał byłam bardzo z niego dumna jak zawsze łezka ze wzruszenia kręci się w oku. Dzień mamy jest połączony z dniem taty. Ta cała słodycz i radość była też wymieszana z goryczą. Był trochę przykry Michaś był jedynym dzieckiem bez taty. Kiedy wręczali upominki dla tatów Michaś nie miał komu wręczyć. Obiecałam mu że jak tata przyjedzie to mu wręczy. Kiedy wróciliśmy do domu płakał długo za nim i wiedział że nie może mu dać teraz tego prezentu a bardzo chciał. Dzieci są coraz starsze. Coraz bardziej i coraz dotkliwiej odczuwają brak ojca. Nie mają tego szczęścia co u większości rozwodników gdzie jest opieka naprzemienna i ojcowie mają częstszy kontakt z dziećmi. Ex jest w tej dziedzinie wybitny. Jest zainteresowanie dziećmi jest bliskie zeru. Dorze zna terminy imprez przedszkolnych, wycieczek wydarzeń. Nie chce w nich uczestniczyć. Nie wie nawet do jakiej szkoły syna zapisałam. Kiedyś jeszcze "narzucałam się"z informacjami co u dzieci. Potem nie widząc żadnego odzewu przestałam. w 90 % prób dodzownienia się nawet nie odbiera telefonu. Zjawia się raz na kilka miesięcy. Nie mam na to wielkiego wpływu i nie zabronię mu kontaktów z dziećmi.


Jestem jedną z wielu tato-mam. Przybywa nas w zastraszającym tempie. Przybywa skrzywdzonych ludzi. Przybywa skrzywdzonych dzieci. Ale i też przybywa spokoju i szczęścia. Nie ma nic gorszego niż zmarnowane dzieciństwo którego głównym wspomnieniem jest kiepska sytuacja między rodzicami. Mam wielu znajomych dorosłych z takim dzieciństwem i wiele razy opowiadają mi jak żałowali że ich rodzice się nie rozwiedli lub jak szczęśliwi byli i odzyskali spokój kiedy ich rodzice wreszcie się rozwiedli. Żyjemy w spokoju i harmonii. Więkoszść z nas stara się zachować rozsądek w regulacji kontaktów dzieci z extatą lub ex mama. Ale uroczystości dni mamy i dni taty choć niosą dużo radości zawsze będą dla nas przykre.


Zaczyna się sezon wyjazdowy;)))) Więc niewykluczone że przybędzie fot;))))))))))))

środa, 24 maja 2017

209





Maj totalnie mnie znokutował. Totalnie z każdej strony w tym i finansowej. Upadam i nie mam już sił, ale wstaję dalej. Brak sił i chęci na ogarnianie rzeczywistości. A przeciwności tylko wzburzaja wkurw.

Jestem wściekła i bezsilna. Teraz to ja oddam ciosa. Znokautuję rzeczywistość.



jak byłam mała często grzebałam matce w torebce. Jak chodziła do pracy prócz kosmetyków i pierdół znajdowałam tam leki. Jak trochę podrosłam i poszperałam bardziej to już wiedziałam co to były za leki. Silne uspokajaki i to nie byle jakie.

Teraz jak już jestem dorosłą dziewczynką i sama chodzę do pracy doskonale rozumiem po co matce były te leki.


Nieee....żeby się uspokoić kiedy życie stresujące i problemy jakieś. Bo życie zawsze je przynosi i trzeba je ogarniać.


Po to żeby kogoś nie zabić.