czwartek, 23 listopada 2017

241




Jak moje dziecko w 3 sekundy zrujnowało ideę świętego Mikołaja;)))))))))))


Zawsze byłam kiepska w kłamstwach ale mam bujną wyobraźnię. Więc tematyka świętego Mikołaja czy Wróżki Zębuszki była tak dobrze obrobiona by te postacie i ich "praca" wyglądały jak najbardziej prawdopodobne jednocześnie nie będące kłamstwem i jednocześnie mające w sobie tą magię;)))))) Właściwie te trzy czynniki praktycznie się wykluczają a nie chciałam by moje dzieci miały tę gorycz rozczarowania że jednak te postacie nie istnieją. A jednocześnie te słodkie wkręty jakie czynili nam rodzice za dziecka kiedy się jeszcze wierzyło w świętego Mikołaja były  wkrętami ale jakże uroczymi. Z rozrzewnieniem to wspominam;)))))

Mi rodzice kiedyś wycięli taki numer że prezenty zostawione były za drzwiami a tata zadzwonił do drzwi że niby  św. Mikołaj dzwoni.....mojej kumpeli zaś mieszkającej w domu jednorodzinnym tata spuszczał prezenty na sznurku z piętra że niby Mikołaj.

Człowiek musiał  się dwoić i troić by coś nawymyślać......by to było dobre sprawne wiarygodne i by.....było cudownie magiczne.

My  na Mikołaja zostawiamy na parapecie mleko i ciasteczka, które w "magiczny" sposób znika a pod poduszką pojawiają się prezenty......podobnie jak złociszki wymieniane za ząbki.....


Michał "załatwił" świętego Mikołaja w ułamku sekundy jednym zdaniem;))))))

Idziemy sobie któregoś dnia z przedszkola....gadamy na różne tematy w ogóle nie związane z Mikołajem.....i nagle ni z gruchy ni z pietruchy Michał  wywala.....

"Mamoo......gdzie schowałaś prezenty na Mikołaja?";)))))))))))

poniedziałek, 6 listopada 2017

240




Zostaliśmy kiedyś po godzinach w pracy, po zmianie popołudniowej często się to  zdarza gdyż opłaca się zostać na 4 godziny nocnej zmiany gdyż masz potem jak za cały dzień i jeszcze dodatek nocny....


No i tak sobie gadają.....ja robię swoje udając że nie słucham. Kolega ma zamiar oświadczyć się dziewczynie....ale ma dylemat bo chce żeby było romantycznie, żeby czymś zaskoczyć tę dziewczynę, jaki pierścionek wybrać - zwykłe dylematy ludzi którzy mają zamiar się oświadczyć.

Koledzy i koleżanki prześcigają się w pomysłach na scenerię zaręczyn mając przy tym kupę śmiechu, ja sobie robię dalej nie włączając się w dyskusję...


aż w końcu spytali mnie;D;D;D


ja im na to....że....

..,.a po co pierścionek za ciężkie pieniędze......że taki pierścionek to wcale nie jest  gwarancja że ktoś z kim będzie i że wcale nie potrzeba drogich błyskotek by zadeklarować komuś że się z nim będzie. Wystarczy po prostu być i dać odczuć tej osobie, że może liczyć na niego nie tylko kiedy jest super dobrze i zajebiście i jak kasa jest ale też kiedy jest źle i beznadziejnie i kłopot za kłopotem.

I kiedy padło pytanie o zaręczyny i ich sposób..... ja...nie pozwalając dokończyć pytania ucięłam krótko......

eee.......wystarczyłoby mi jakby mi opłacił ubezpieczenie samochodu i całoroczny zapas paliwa.....;D;D;D

Apart przy tym to...taniocha.


Rozjebałam system.

Kolega stwierdził że ktoś taki jak ja mógłby być kobietą jego życia, ja zaś stwierdziłam skromnie że jestem unikatowa i mało jest takich ludzi. Po czym.....zajęłam się obowiązkami dalej a temat zaręczyn i pierścionków zamarł.


Jestem prostym i zwyczajnym człowieczkiem. Coś co mi się podobało i bawiło mnie 10 czy 15 lat temu nie bawi mnie teraz.


Może z 10 lat temu marzyłby mi się pierścionek wręczony w romantycznej scenerii kwiatami kolacją i całą tą 'otoczką".....jednak życie brutalnie weryfikuje;)))))))




piątek, 3 listopada 2017

239




Najpierw był etap #jebaćto#.......potem następny #muszęjakośprzetrwaćtożycie#.....a w końcu nadszedł #niedamsięjeszczeimpokażę#..ten najlepszy.



Depresja jest to taki ciemny tunel. Tunel bez światełka. Można z niego wyjść o własnych siłach jeśli człowiek zbierze się w sobie i bardzo bardzo bardzo chce. To nawet powolutku po omacku "mając ściany" ale idzie powolutku. Czasem nie można. Trzeba z czyjąś pomocą. Specjalistów leków terapii...Niektórzy nie mają tyle siły by wyjść by chcieć wyjść z niego o własnych siłach.


Wiele razy szłam przez życie właśnie powolutku "macając ściany" byle do przodu. Nawet jak było mega źle to  sam upływ czasu mnie satysfakcjonował bo wiedziałam że nigdy nie będzie dwa razy tak samo źle.

Więc z radością dotrwałam do etapu #niedamsięjeszczeimpokażę#



Jesień....wrzesień, październik, listopad zawsze była dla mnie trudnym czasem. Trudnym nie tylko materialnie kiedy zwykle lubiło na mnie spadać miliard niespodziewanych dużych wydatków....rocznica urodzin, kolejna do śmierci...i zmiana czasu wiążąca się z mrokiem krótkich dni


Po tym kiedy mija jesień nadciąga zima grudzień  styczeń......tak sobie myślę wtedy.......z dreszczem.....jezu......ja pierdolę jak ja tą jesień przetrwałam...jakim cudem....i jednocześnie ze śmiechem że ....."uf.....jak fajnie że mam to za sobą".

więc marzę że po tej, kolejnej kolejnej i jeszcze kolejnej......tyle ile jest mi dane.......żeby każdą przetrwać bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

sobota, 21 października 2017

237



Nie żebym  zniechęcała do małżeństwa i zawiązków.


W moim życiu ta teoria idealnie się potwierdziła.



Żyłam w błędzie sądząc że ten "wyrób czekoladopobony" jest wielką miłością. Kolejne lata mnie tylko w tym utwierdzały. Z pewnymi rzeczami nie liczyłam na nikogo do od dziecka byłam "tresowana" by być zdanym tylko na siebie i w razie problemów samotnie z nimi sobie radzić.

Małżeństwo tylko mnie w tym utwierdziło. Najbliźsi od lat i od dziecka rujnowali moje poczucie wartości, więc były mąż nie był już w stanie zrujnować go bardziej. Sukcesy jakie odnosiłam w tym, czasie odnosiłam na złość wszystkim. Jeśli były jakieś szczęśliwe momenty, a bywały mimo wszystko - były na złość i na przekór wszystkim. Po prostu wszystkich szlag trafiał jak mnie zdarzało się coś dobrego.


Odchodząc uwolnił mnie od siebie. Uwolnił mnie od i biedy i kłopotów. Od kłamstw i zwykłego cwaniactwa.......



..ale......zrujnował wiarę w mężczyzn. Zrujnował wiarę we wszelkie wartości.


Wychował się w warunkach, gdzie każdy każdego wykorzystywał i wyzyskiwał gdzie związki i relacje nie były oparte na szczerych uczuciach tylko po coś. Dla jakiejś idei dla zysku, gdzie zwykle jedna strona manipulowała i wykorzystywała drugą by zyskać. Nikt go nie wychował w miłości. Nie odebrał podstawowych zasad moralnych które powinny być. Nikt go nie nauczył współczucia dla drugiego empatii i tego że czasem można komuś bezinteresowanie pomóc wcale przy tym nie tracąc.

Dlatego taka osoba jak ja była dla niego najprostszą ofiarą.

Jak świat świat każdy złodziej kręci się wokół dobrych uczciwych osób które coś mają.

Nie kierowała nim miłość. Był po prostu złodziejem. Skradł mi kawałek siebie.



Na szczęście nie wszystko. ;)))))


Nie potrzebuję pochwał ani docenienia bliskich by czuć się wartościowa. Robię swoje osiągam porażki wstaję i idę dalej, osiągam sukcesy i nie zwracam uwagi na ich niedowierzanie w to że ktoś taki jak ja coś mógł, coś osiągnął. Tego nikt nie jest w stanie zrujnować.

Lecz nadal trudno uwierzyć mi w dobre szczere relacje w związkach i w mężczyzn. I w to że istnieją na tym świecie tacy którzy są zwykłymi prostymi dobrymi ludźmi skonstruowanymi jak ja i wychowanymi w tych samych wartościach jak ja. Myślę że to przyjdzie z czasem....dłuższym lub krótszym.


Za dużo lat musiałam zarabiać pieniądze budować dom latać samolotem i uczyć się wszystkiego by teraz tak po prostu ot tak w to uwierzyć.



Za każdą silną i niezależną kobietą.....stoi jakiś dramat. Jakaś trauma. Z której skutkami może walczyć do końca życia.

środa, 18 października 2017

236




Zorientowałam się że....nagle...nawet nie wiem kiedy...drastycznie.....przybyło mi książek. Na tyle drastycznie że nie mam miejsca na półkach.

Najpierw wykupiłam Alex Kavę jak pojawiła się w kioskach kolekcja kryminałów, potem zapisałam się na prenumeratę Kinga, w międzyczasie jak robiłam zakupy w Biedrze to "wpadały"jakieś Kingi między cukierami i innymi łakociami.

Jeszcze zdobywałam książki za free. Za free to znaczy zalogowałam się na jakiejś stronce i wypełniam ankiety. Za te ankiety wpadają punkty. Za 1000 punktów mogę wybrać nagrodę. 32 PLNy albo bon za 40 zł do Empiku. To co ja wybieram?;)))Noo oczywiście że bon za 40 zł do Empiku. I "wpadają: książki za free. Tak "wpadł" mi "strażak" i "To" które ma ponad tysiąc stron.

I książki dalej będą mi wpadać.


Jest tyle zajebistych horrorów, które pókiżyję muszę przeczytać, więc nawet jak King umrze a nic nie jest wieczne to bedę miała co czytać.

Więc muszę stworzyć regał. Albo coś przeogranizować w moim domu  by te książki miały gdzie się mieścić.

niedziela, 15 października 2017

235



Nauczyłam się nic od nikogo nie oczekiwać. Nikt mnie w życiu nie skrzywdził tak jak ludzie....więc stwierdziłam że bezpieczniej dla mnie będzie jak nic nie będę oczekiwać.


Nie tędy droga.

Zwykle jak coś chciałam w życiu osiągnąć to naginałam wszystko byle by to osiągnąć. więc chcąc nie chcąc musiałam czegoś oczekiwać. Bez tego bym nie osiągnęła tego co chcę.


Więc na polu uczuciowym też muszę zacząć coś oczekiwać. Bo jak nic nie będę oczekiwać to nic nie dostanę.





Powiedział mi ostatnio " dam ci wszystko czego ode mnie oczekujesz..."...... nie mogę oczekiwać nic.




Chcę mieć kogoś kto by mnie kochał i kogoś kto by się mną i opiekował. Przyznałam się do tego przed sobą. Chcę.



Człowiek czasem błądzi, wybiera niewłaściwe drogi z których wraca na te właściwe. Wystarczy że wie czego chce. A i tak głupim umiera.